|
Blog > Komentarze do wpisu
Uwaga! A L A R M !!!
Obudził mnie dźwięk syreny alarmowej dochodzący z dworu. Przez chwilę leżałam bez ruchu na łóżku wpatrując się w okno dachowe nad łóżkiem i nasłuchiwałam. Nagle wszystko ucichło, by po chwili znów zawyć, tym razem już znacznie ciszej, jakby z większej jeszcze odległości. Sięgnęłam po komórkę leżącą na nocnej szawce obok łóżka. Była 3.41... Nadal nasłuchując zdecydowałam się wstać i zejść na dół. Po chwili nie wiedziałam już, czy faktycznie coś słyszę, czy to tylko złudzenie. Jedno było pewne. Przestraszyłam się. Nie wiedziałam co robić. Nie wiem nawet na jakiej częstotliwości nadaje lokalne radio w L. Jedyne, co przyszło mi do głowy, to zadzwonić do męża, który akurat był w pracy (w centrum miasta, tuż obok rynku i ratusza). Miałam wrażenie, że na połączenie czekam całe wieki. W tym czasie z niepokojem wyglądałam przez okno. Zdążyłam nawet wyjść na balkon. I nic... Cisza... Spokój... Całe osiedle śpi... I tylko to niepokojące niebo. Jakby łuna nad miastem... M. w końcu odebrał i mówi, że wszystko ok, że nie słyszał żadnych syren... Nieco tylko spokojniejsza, ale z nieprzyjemnym bólem brzucha (zawsze tak reaguje na stres) wróciłam do łóżka. Włączyłam telewizor (tak na wszelki wypadek, żeby zagłuszyć ewentualne dźwięki dochodzące z zewnątrz) zasnęłam... Od rana nie mogę sobie jednak znaleźć miejsca. Sama już nie wiem, czy coś słyszałam, czy to było tylko złudzenie, a może sen... Przeryłam w necie tabele sygnałów alarmowych (hmmm... wbrew pozorom wcale nie jest je tak łatwo znaleźć). I nic... Dzwięk, który zapamiętałam z nocy nijak nie pasuje do niczego. Ale znalazłam inną, ciekawą informację. Na stronie miejskiej Raciborza... IV. Każda rodzina powinna mieć przygotowane podstawowe wyposażenie na czas klęsk żywiołowych. Podczas katastrof może wystąpić brak elektryczności, gazu, wody itp. Możliwe jest też, że warunki uniemożliwią opuszczenie domu przez wiele dni. Przygotowane zawczasu wyposażenie ułatwi przetrwanie tego trudnego okresu. Wyposażenie powinno zawierać:
Hmmm... I tak się zastanawiam... Czy ktoś z Was jest przygotowany na ewentualny kataklizm bądź atak wroga? Bo ja zupełnie nie... Marny więc będzie mój koniec... sobota, 18 października 2008, foto.anne
|
|
Co do wyposażenia na wypadek katastrof to aż tak perfekcyjnie u mnie nie jest. Mam wodę zawsze w butelkach na zapas; wiem, gdzie leży latarka, zapałki, radio; lekarstwa, których używam też mam zawsze przy sobie. Suchy prowiant w domu też posiadam.
Ale to nie jest spakowane w jedną torbę ;).
Dobrego dzionka,
O.